Sekret tkwi w spiralach i paprociach

poniedziałek, 30 marca 2015

"Sekret Księgi z Kells" reż. Tomm Moore
1200 lat temu dwunastoletni chłopiec imieniem Brendan poznał Brata Aidana, strażnika niezwykłej, choć niedokończonej, iluminowanej księgi. Brendan jest młodym mnichem, który mieszka w opactwie Kells w Irlandii. W tym czasie kraj najeżdżają Wikingowie, a klasztor buduje potężną fortyfikację. Jednak główny bohater jest zaabsorbowany nauką rzadkiej sztuki iluminatorstwa.


Zacznę od tego, że Księga z Kells istniała naprawdę i jest jednym z najwspanialszych dzieł sztuki miniaturystycznej. Wiele z zamieszczonych tam ilustracji to najdojrzalsze wytwory tego rodzaju zdobnictwa, składającego się z charakterystycznego przedstawienia postaci, inicjałów i słynnego ornamentu plecionkowego. Dla fabuły ważne jest nie tylko przedstawienie historii chłopca i księgi, ale pokazanie czym była ta sztuka dla ówczesnych ludzi. Miała nie tylko pełnić role modlitewne, edukacyjne, praktyczne, ale również estetyczne. Miała pokazywać ludziom co jest piękne, pobudzała wyobraźnię, była jak żywa, co szczególnie ją wyróżniało w ówczesnych czasach, będących mimo wszystko okresem zastoju i upadku kultury po okresie starożytnych cywilizacji.


Przede wszystkim cały film, jego historia, symbolizuje ścieranie się „nowego” ze „starym”, pogaństwa z chrześcijaństwem. Elementy baśniowe, mityczne przeplatają się z rzeczywistą historią i postaciami. Opowieść  czerpie pełnymi garściami z irlandzkich podań i historii, bez disneyowskich piosenek o szczęściu i przyjaźni. Mamy kontekst Wikingów, ale też legendarnego boga Crom Cruaha, klasztor na wyspie Iona i nawet uwiecznionego w ósmym wieku przez poetę - mnicha, kota Pangur Bana.


"Sekret księgi z Kells" niesie jasne przesłanie o roli sztuki. Samą esencją piękna jest właśnie księga, wiadomością dla następnych pokoleń. Przeciwstawiona została murom budowanym przez opata, pozornie dużo trwalszym, ale będącym tylko tymczasowym rozwiązaniem.

Sposób potraktowania przez twórców animacji tematu tak ważnego artefaktu średniowiecza zasłużył sobie na oscarową nominację (przegrała z pixarowskim "Odlotem").



Na wyjątkowe uznanie zasługuje warstwa wizualna. Kadry często komponowane są na figurze koła lub dzielone na kilka płaszczyzn, niczym obrazy z Art Nouveau. Występuje kilka charakterystycznych motywów. Poza okręgiem często pojawia się spirala - celtycki symbol słoneczny, oznaczającym wzrost i energię życiową. Co chwila przewija się scenerii lasu, wśród paproci i wyrastające z drzew. Nawet widać je na przykładzie Pangur Bana, kot zbudowany jest z różnych części koła i spiralnego ogona.


Inaczej przedstawione jest zło. Tu dominują surowe ostre bryły i linearne trójkąty. Sylwetki najeźdźców są zawsze bardzo ciemne, kanciaste, z rogami. Zupełne przeciwieństwo falujących linii. Bardzo często na czerwonym tle.


Mimo prostoty budowy postaci, budynków, przedmiotów i grubego konturu wszystko ma na celu przypominać sztukę miniaturystyczną. Celtycka symbolika, roślinne i plecionkowe ornamenty odróżniają animację od kreskówek z Cartoon Network. Zabieg schematyzacji motywów nie odebrał czytelności tematyki, a wszystko to sprawia, że poszczególne sceny ogląda się tak, jakby przewracało się kolejne karty księgi.


W końcowej scenie twórcy postanowili pokazać historię zapisaną na kartach Księgi z Kells tak, jakby to również była animacja. Opat spoglądając na zapisane strony widzi przesuwające się obrazy, sceny, mieniące się kolory i wijące się wszędzie ornamenty. Rzeczywiste ilustracje w niesamowity sposób ożywają, finalizując całą historię i ideę.


Warto obejrzeć "Sekret księgi z Kells". Jest to świeża, sięgająca po nieszablonowe motywy, wspaniała wizualnie, tradycyjna animacja (których niestety dzisiaj coraz mniej). Dodajmy do tego oszczędną, irlandzką muzykę i otrzymujemy prawdziwy majstersztyk wśród filmów animowanych. O baśniowym klimacie, bez wchodzenia w tanie żarty i postmodernistyczny gulasz gatunkowy. Już dawno nie oglądałam tak pięknego i oryginalnego filmu. Tym, którzy jeszcze nie wyrośli z bajek polecam bardzo bardzo.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz