Poważne studium dłoni

wtorek, 10 lutego 2015


Jestem kolorystką. Oto jeden z faktów, który prześladuje mnie w ciągu kilku ostatnich tygodni i uznałam, że od niego mogę zacząć tekst poniżej tejże ilustracji.

Szok. Nigdy tak nie sądziłam i nawet nie sądziłam, że ktoś może tak sądzić. W moim przypadku zawsze było lepiej gdy szkic pozostawał szkicem, a jakby tego było mało, nawet jedynie mizerną linią. Ciągłą i sterylną nicią chirurgiczną. Żadnych porcelanowych cieni i nietrafionych kolorków. Sama nawet nigdy nie czułam się zbyt komfortowo na jakimkolwiek malarstwie i większość malowania spędzałam z nosem w palecie pierdoląc się z odcieniami. Jeszcze kilka tygodni temu nie przywiązywałam zbyt dużej wagi do barw. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Właściwie ostatnimi czasy dużo mi się wydawało.
A rzeczywistość wykonała zamaszysty ruch drwala na mojej świadomości w ciągu ostatnich kilku tygodni.

Pierwsza w życiu sesja jest jak łapanie stopa w Suchocinie czwartego dnia wakacji w błogosławionym stanie niekaca. To porównanie i inne ciekawe spostrzeżenia obijają się o czaszkę świeżego studenta. Oto niektóre z nich: 

 -   ludzie to kościste istoty. Tacy astroreptilianie.
 -   dostrzegłam i doceniłam wielki potencjał w masie papierowej i wiążę z nią przyszłość.
 -   Łódzę się. Powoli uczę się języka tubylców oraz toczenia gawędy w tramwaju.
 -   znalazłam się w niezłym bajzlu sensorycznym, intensyfikacji postrzegania, renesansie.
 -   prawie wybiłam sobie jedynki, potykając się o unizm i Malewicza.
 -   ulubiony cytat: "Cała nauka, łącznie z matematyką, opierała się na gładkości, ja natomiast zająłem się badaniem tego co szorstkie" (Mandelbrot o fraktalach)

Te i inne wnioski wytwarza sesja w umyśle studenta ASP, a długo wyczekiwany tydzień ferii bardzo wskazany dla autodoskonalących się jednostek.

Rysunek przedstawia to co przedstawia, a bohomazy, będące pełnoprawnymi szkicami, które wystąpiły po drodze, są dopełnieniem ostatecznej pracy. Nieodłącznym elementem i bardzo ważnym obrazem procesu kształtowania.
Pozostałych kilka szkiców do portretu czeka w teczce na dobrą passę, a sama usilnie stymuluję się Witkiewiczem i leśnymi dźwiękami w celu osiągnięcia efektywniejszego produktu.

Wszystko co tu wstawiłam jest bardziej w charakterze mapy myśli i inspiracji niedawnych czasów (kolejność bardzo istotna).


tu jeszcze szczegół i to czego skan nie oddaje:


i mój nowy sposób na materię dźwiękową:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz