Wzorowo zdezorientowaliśmy kota

poniedziałek, 28 grudnia 2015

- Jest druga w nocy, jedźmy na ten stary cmentarz żydowski co jest w lesie kilka kilometrów stąd! Czemu nie! Jest taka ładna pełnia. Pożyczmy jeszcze tego fajnego kota spod monopolowego i weźmy go na przejażdżkę. Świetny pomysł! - Nasza firma dezorientująca koty perfekcyjnie zajęła się Antkiem (od Antresoli), jednak powinniśmy poćwiczyć jeszcze nad niegubieniem naszych pacjentów w środku lasu...


Wszyscy kochają Monty Pythona!
Monty Python - Dezorientacja kota



Jak się dobrze przyjrzeć to można dostrzec dwa łabędzie pływające w stawie!







"Wychodzę z domu na pięć minut."


Na zdjęciu widać jaki Antek jest zdezorientowany. Aż laserami z oczu zaczął strzelać.

zdjęcia: Ja i Malwina

Moje życie jest fluorescencyjną modeliną

sobota, 26 grudnia 2015

Wierzcie lub nie, ale to jest zwykłe zdjęcie. Bez przerabiania, podkręcania kontrastu, bez żadnych efektów - zwykłe zdjęcie zrobione telefonem na Egodropie w Krakowie. To jest właśnie magia ultrafioletu! A my, ludzie, jak takie sroki, uwielbiamy jak się świeci, błyszczy, migocze. Nie da się nie kochać tych wszystkich jarzących się mazaczków, farbek, włóczek, które zapewniają transiarzom mnóstwo frajdy na całą noc spędzoną pod lampami UV! A ja ostatnio jestem wielką fanką fluorescencyjnej modeliny jako uniwersalnego materiału do tworzenia różniastych gadżetów psytrance'owych. Oto efekt:







Kilka zdjęć z imprezy:
Tym razem dekosy i wizuale przerosły moje wszelkie oczekiwania! Na tak magicznym Ego jeszcze nie byłam <3






A tu fragment jak jeszcze dzielnie walczymy na Mainie w świętej pamięci Fabryce na Zabłociu


No i mandalka z Chillroomu <3:




Didgeridoo

poniedziałek, 16 listopada 2015


Moje zainteresowanie didgeridoo zrodziło się tak na prawdę dopiero w Bieszczadzkiej Legendzie. Mimo że wcześniej często napotykałam ten instrument na swojej drodze, na różnych festiwalach w wakacje i przy ogniskach, jednak nigdy mnie jakoś nie ciągnęło do trąbienia w rurę. Aczkolwiek dźwięk jaki się z niego wydobywa bardzo mi się podoba i zawsze mocno pochłania moją uwagę. Za każdym razem, kiedy ktoś gra na didgeridoo przy ognisku, mam wrażenie, że palące się drewno syczy i strzela w rytm muzyki, i zawsze mocno się przysłuchuję temu zauważonemu zjawisku. W klimatycznej scenerii jest to dość niesamowite i transowe. Zawsze byłam tylko uważnym słuchaczem i wolałam pozostać w tej roli. Nie sądziłam też, że mam tyle powietrza w płucach, aż któregoś wieczora, siedząc w Zapominajce, dorwałam się do tego śmiesznego instrumentu i za którymś razem udało mi się w końcu wydać piękne aborygeńskie dudnienie. Niezmiernie podekscytowana swoją nową umiejętnością zaczęłam biegać wokół Legendy trąbiąc ludziom nad namiotami i wtedy właśnie postanowiłam, że jak tylko wrócę z Bieszczad, zrobię sobie taki instrument z rury PCV. Kupiłam ją tego dnia, kiedy w nocy miał być ten wielki czerwony księżyc, a potem wracałam przez pół Łodzi trąbiąc sobie co jakiś czas. Wydałam na nią niecałe pięć złotych i z siedem razy tyle na lakiery i farby, ale ileż frajdy może sprawić malowanie kangura na rurze PCV? Nie do opisania :)





Ma nawet kangura, żeby było, że jest prawdziwe z Australii, a nie z jakiejś Castoramy :P


Dla zdrowych i chorych

środa, 14 października 2015


Dla tych nie z Łodzi lub wolniej kojarzących:
Sklep Pan tu nie stał oferuje produkty dla ludzi zdrowych i chorych. A Van Gogh był przecież chory. Na schizofrenię. I w czapce Cześć wygląda jak typowy łódzki hipster. Więc pasuje jak ulał. Czyż nie?


Plakat na zajęcia z podstaw projektowania graficznego wykonany w photoshopie w zeszłym semestrze. Zadaniem było zareklamowanie istniejącego produktu lub usługi wykorzystując powszechnie znane dzieło sztuki. Jak wam się podoba?


Wool roving dreads

poniedziałek, 12 października 2015


Gumka do włosów z ręcznie robionymi dredami z wełny czesankowej. 
Beżowy świeci w UV na błękitno ;)








Antresola w Bieszczadach

sobota, 3 października 2015

Jest takie miejsce w Bieszczadach, najwspanialsze miejsce w całych Bieszczadach, poza rzeczywistością, poza czasem. Wchodząc do Bieszczadzkiej Legendy, wchodzisz do reggae bajki, do kolorowego świata wiecznego chillu, gdzie pachnie wege żarciem i ziołami. Wszyscy zdredowani ludzie się do ciebie uśmiechają, psychodeliczne twarze z rysunków na ścianach się uśmiechają, leżaki, falafele i nawet powietrze cieszy się na Twój widok. Zatrzymujesz się tam na obiad, będąc w podróży i zostajesz tam na dzień, dwa, pięć, aż w końcu dostajesz tam pracę i nie wychodzisz stamtąd przez miesiąc. To miejsce przerosło moje najśmielsze oczekiwania i wyobrażenia z opowieści jakie wcześniej o nim słyszałam. Taka przygoda spotkała moją koleżankę Sarę, a w połowie września z przyjaciółmi postanowiliśmy ją odwiedzić i się przekonać czemu to miejsce miałoby być tak niesamowite. Raczej bieszczadzkie knajpy kojarzyły mi się z golonką i SDM-em lub ze schroniskami i butelką wody za cztery złote. Jak to możliwe, że na samym końcu Polski, półtorej godziny szlaku od Połoniny Caryńskiej, w dupie z jednym przystankiem, sklepem i skrzyżowaniem istnieje drugi Woodstock?

Ustrzyki Górne 15-20.09.2015

więcej zdjęć

Tymi rencyma zakończyłam semestr

sobota, 26 września 2015


Realistyczne studium dłoni (gips)

Zdjęcia zrobione zanim z wrażenia odłamałam mały prawy palec ;P


Ten klip to najlepsze wizuale EVER! To tak jakby wystawić głowę przez okno z jadącego Pendolino. Do oglądania tego przeznaczona jest moja rzeźba:




Etapy pracy:

A Saucerful of Secrets

sobota, 8 sierpnia 2015




Moje życie w światłach UV

środa, 5 sierpnia 2015


Fotorelacja z kosmosu:


Myself in the mirror

poniedziałek, 29 czerwca 2015









Linda's Shpongle Doll

sobota, 20 czerwca 2015

lalka do filmu animowanego inspirowana wizerunkiem zespołu Shpongle

Forest cake

poniedziałek, 20 kwietnia 2015


format A4, akwarele i kredki




Witkacy nakurwia wizualem na pejotlu

środa, 1 kwietnia 2015

kolaż (kredki, cienkopis i photoshop)




Sekret tkwi w spiralach i paprociach

poniedziałek, 30 marca 2015

"Sekret Księgi z Kells" reż. Tomm Moore

Kocie opowieści

sobota, 21 marca 2015


Poznajcie historię mistrza kociej psychodelii, niepospolitego ilustratora urodzonego czterdzieści sześć lat przed Albertem Hofmannem - Louisa Waina.

Samo się rysuje

środa, 4 marca 2015

Efekty sesji szkicowej podczas spotkania z przyjaciółmi na antresoli w nocy z 28 lutego na 1 marca

portret Malwiny
ocenzurowany portret psychologiczny niewiemkogo

projekt lalki do animacji - dopracowany w nocy