Nie mów mi jak mam robić selfie

sobota, 22 listopada 2014

Czy wy też znacie to uczucie, kiedy proces tworzenia jednego selfie trwa sześć miesięcy?
#taktojestrysunek
#oszukaćinternet
#lindatakasprytna
#pierwszasamojebka
#selfietoproblemwspólczesnegoświata
#czytajdalej

Czy zastanawialiście się kiedyś po co tak często robimy sobie autoportrety przy pomocy telefonu lub kamerki? Czemu tak bardzo chcemy, żeby nasi fejsbukowi znajomi widzieli co robimy, co jemy, co czytamy, gdzie chodzimy na imprezy, że kupiliśmy nowy sweterek, że byliśmy u fryzjera? Odpowiedź jest prosta, a w ostatnim magazynie Coaching w bardzo przystępny i naukowy sposób opisane jest zjawisko selfie, wręcz rozłożone na części pierwsze. Z jednej strony tłumaczy się je narcyzmem, z drugiej - próbą leczenia kompleksów. Pewnością siebie albo niepewnością. Traktuje się jako formę autoprezentacji albo wręcz, paradoksalnie przejaw wyobcowania. Rywalizujemy o ubrania, o zawartość talerza, o figurę, o model iPhone'a, o liczbę wirtualnych znajomych.
#chcemybyćjakFrank

Jeśli chciałoby się stworzyć jakiś wspólny i spójny wizerunek człowieka XXI w. w oparciu o to co robi w internecie byłaby to osoba, która: prowadzi zdrowy tryb życia, dba o to co je i je tylko to co ładne, jest fit, biega i chodzi na siłownię, sporo czyta, ładnie się ubiera i jest bardzo towarzyska. Gdyby oceniać jakość naszego życia na podstawie tego co trafia do sieci, można by pomyśleć, że nigdy nie żyliśmy zdrowiej i nie byliśmy szczęśliwsi. Ile w tym prawdy, ile pozoru?

Tymczasem pierwsze selfie miało powstać jeszcze w XIX w. Zdjęcie zrobił sam sobie pionier fotografii Robert Cornelius w 1839 r., choć trudno dziś dowieść, czy działał bez asysty. Tego typu portrety przesyłano znajomym na pocztówkach, co przy odrobinie dobrej woli można by uznać za początek tego, na czym dziś opiera się życie w sieci - udostępniania treści.
#hewasthefirst

Zadziwiające jest jak często mało rzetelna jest osobowość człowieka z wykreowanym profilem na portalu. Z drugiej strony bywa tak, że nazbyt spójna i kojarzymy człowieka tylko z tablicy fejsbuka. Nawet dochodzi do takiego zjawiska - zamiast w internecie przedstawiać siebie jakim się jest w życiu, budujemy na podstawie kreacji internetowej, oblicze w rzeczywistości. Chyba nie w tej kolejności to działa.

Sprowadzenie fenomenu selfie do narcyzmu i obsesji na własnym punkcie nie wzięło się znikąd. Tak jak każde zdjęcie staje się komunikatem, tak też wiele o nas mówi to, ile tych zdjęć wykonujemy i jak często je udostępniamy. To jak rozpaczliwy krzyk: spójrz na mnie! Zaczyna się we wczesnym dzieciństwie i wynika z potrzeby przeglądania się w cudzych oczach.
#fabulousme

Uważam, że to jest gigantyczny problem społeczeństwa pierwszego świata. I jak, zmagający się z ciężkimi zaburzeniami psychicznymi van Gogh, popadamy w wielką depresję ludzkości. Jeden z najważniejszych malarzy w historii w ciągu niespełna dziesięciu lat twórczych pozostawił po sobie ponad dwa tysiące obrazów, z czego najbardziej znane są autoportrety. Niby siebie nienawidził jako człowieka i jako artysty, a jednak niesamowicie dużo malował i to w dodatku siebie samego.
#możekochałswojąrudąbrodę

Może i piszę frazesy, a każdy na pewno zrobił sobie kiedyś selfie. Jednak większość nie widzi jak destrukcyjny dla psychiki staje się wirtualny świat. Hasztagów przybywa. Nie uważacie, że to wszystko jest bardzo creepy?
Chwała cichociemnym na fejsie.
#noselfie
#no
#offline



Może zamiast selfie malujmy swoje autoportrety? To jest myśl!

Pomysł na ten projekt powstał jakoś lekko przed maturami. Tego samego dnia pojechałam do najbliższej sieciówki tylko po to, żeby zrobić sobie selfie w przymierzalni. Czas jaki zajęła realizacja rysunku spowodowany był nie tylko precyzją jaką musiałam w niego włożyć, ale zepsuciem się komputera na ponad dwa miesiące, co jest równoznaczne z brakiem źródła kopii.
Praca jest wykonana na A3 przy pomocy kredek, akwareli, akryli i czarnego cienkopisu.
#selfieinprogress


#koniec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz