Kolory #2: Niekolor

sobota, 26 kwietnia 2014

Starożytni Egipcjanie utożsamiali ten kolor z nieurodzajem i śmiercią, ponieważ kojarzył im się z pustynią oraz kośćmi na niej. W Chinach uważa się go za kolor nieszczęścia, żałoby, dlatego przywdziewany jest na pogrzebach. W Europie, dzisiaj kojarzy się zupełnie inaczej i tutaj często nazywa się #FFFFFF. Zajmuje szczególne miejsce w palecie barw. Właściwie to nawet nie do końca jest barwą. Podobnie jak czarny i szary nie posiada pigmentu i należy do barw uniwersalnych. 
Nie ma bardziej minimalistycznego koloru, niż moja ulubiona biel.


Bliski absolutu i światła, kojarzy się z reguły z czystością i niewinnością, ale nie jest to jedyna jego wymowa. Kiedy pomyślisz o bieli i zamkniesz oczy, co widzisz? Czy nie nasuwa się pod powieki śnieżna przestrzeń zimowego krajobrazu? Zima to chłód i dystans, ale także ogromna jasna płaszczyzna, którą możesz zapełnić tym, czym chcesz. Jest jak czysta tablica, która zachęca do działania, do zapisania nowych historii. To także przestrzeń, w której możesz swobodnie oddychać, w której nikt nie zakłóca twojej pracy. Czyż duża jasna przestrzeń nie daje nam swobody i lekkości? To najpełniej pojęta wolność! 


Świetnie biel sprawdza się we wnętrzach, a najświetniej w małych pomieszczeniach. Dodaje im przestronności i przestrzeni. Bardzo dobrze czuję się otoczona bielą, biel nie tłamsi i czuję jakby powietrze było świeższe, od razu ma się ochotę głębiej oddychać.
 
Dlatego uwielbiam naszą pracownie plastyczną: białe ściany i deski podłogowe, dużo przestrzeni, wysoki sufit, kilka małych mebli, no i sześciany, sterta białych 30-centymetrowych sześcianów i wszystko to upaćkane jest w farbie. Biel w tym wypadku jest świetnym tłem dla naszych obrazów i martwych natur oraz istotne jest też jasne białe (nie żółte) światło. Świetne miejsce do różnych poczynań twórczych.

Może już trochę nudna, bo tak często wałkowana w designerskich gazetkach i w internecie skandynawska prostota nadal mnie zachwyca i pobudza do życia. I nie chodzi o to żeby wszystko było białe, ascetyczne i sterylne, bo będziemy się czuć jak w galeriach sztuki nowoczesnej, ale najważniejszy jest kolor ścian i ewentualnie podłogi.



Biel w modzie była od zawsze, ale w takim natężeniu od paru sezonów. Dość chętnie nosimy czerń od stóp do głów, z białym jest nieco trudniej. Po pierwsze jasne kolory to ryzyko optycznego dodania sobie kilogramów, po drugie, nie łatwo jest stworzyć biały zestaw, który nie będzie zahaczał o kicz. Aby tego uniknąć, wybieramy nowoczesne fasony oraz stylowe, raczej wyraziste dodatki.
Jest bardzo dużo fantastycznych białych looków z wybiegów, że nie mogę się zdecydować, więc wrzucam tylko kilka, żeby nie przedłużać, a resztę wsadzę może w osobny post.



Biel to także mięciutkie, grube sweterki. Sam kolor sprawia, że wydają się cieplejsze :)






Jeśli chodzi o modę to opowiem jeszcze trochę o trendzie na białe blondy.
Po raz pierwszy pomyślałam o blondzie w wieku 14 lat w radosnym gimnazjum, kiedy odkryłam Agyness Deyn. To był akurat szczytowy moment jej sławy i początek mojej fascynacji modą. Wtedy byłam na etapie rudego boba i kolorowych hipisowskich ciuszków. Chciałam się oczywiście przefarbować na platynę i ściąć na zapałkę, niestety mama była przeciwna rozjaśnianiu włosów, więc po prostu ścięłam się na chłopca. I od tamtej pory włosy mi rosną, rosną i aktualnie sięgają talii. Fryzura ta nadal jest moim marzeniem, ale wszyscy mi mówią, żebym się nie ścinała, bo zrobię sobie krzywdę i będę miała całą starość na krótkie fryzurki, a teraz jestem młoda i mam takie ładne długie włosy. No nie wiem... Łezka mi się w oku kręci jak patrzę na stare zdjęcia Agyness. 



Najlepszą reprezentantką białogłowych obecnie jest Rosjanka Sasha Luss. Im jaśniejsza cera, tym efekt jest bardziej naturalny. Taki blond nie pasuje wszystkim, jest wymagający (nie tylko w pielęgnacji), ale nic tak nie podkreśli urody minimalistki. Cudna, nie?


 Na koniec dwa utwory z białym w tytule lub nazwisku, które ostatnio siedzą mi w głowie i jeden biały wiersz.





Miron Białoszewski 
Mój testament śpiącego

ciemny negatyw pokoju 
z którego wypadła 
jedna dzienna rzeźba 

mój negatyw 
ze mną 
wysypanym w różne kąty 
ta pusta moja małżowina 
pomnik na łóżku 

ach gdyby tak parę wieńców bibułowych 
garnków 
głogów 
i parasoli pod mżeniem nocy 

jeszcze ileś razy 
pozlepiam swoje kredy 
gipsy 
w coraz to gorsze formy i ślimaki 
a w koncu naprawdę 
wylecę ze skorupy 
więc naprawdę 
pamiętajcie 
parasol


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz