Opowiem wam o skandynawskim życiu Lindy

sobota, 1 lutego 2014






   Daleko, daleko, na krańcu leśnej drogi będzie stał wielki stary dom. Pierwsze skojarzenia jakie przychodzą to, to, że jest nawiedzony. Drewniany lub z cegły, piętrowy, ale ważne, żeby stary. Rodem ze Scooby'ego Doo lub Fight Clubu (ten na Paper Street). Na ganku fotel, rupiecie i kwiaty. Albo bez kwiatów. Będzie mroczniej. Ganek do tego skrzypi. Okoliczne stare świerki także skrzypią.
Lubię mój ganek i lubię na niego wychodzić rano z papierosem w mordzie w różowym puszystym szlafroku ze wzorem kolorowych parujących kubków kawy. Nie przepadam za fajkami i jest mi zimno, bo jestem przecież prawie naga, ale ubóstwiam tę scenę, kiedy Tyler wychodzi na ganek w różowym puszystym szlafroku w kubki, kurewsko fajczy szluga, opierdala kosmiczne małpy, a potem mówi, że dość tego, i że idzie po łopatę. Ja też rozglądam się za małpami.
Za domem jest ogród. I ogród też jest na domu. Dzikie bluszcze pną się przecież aż na strych. Zarośnięty, gęsty ogród pochłania gąszczem każdego kto zechciał go odwiedzić. A maliny, porzeczki, jabłonie, czereśnie i marchewki rosną sobie swawolnie. Fajnie jest tam sobie posiedzieć na kocu, wśród wysokich traw. 
Wróćmy do ganku. Przez ciężkie drewniane drzwi, wręcz wrota (najlepiej z kołatką), wchodzi się do przestronnego wnętrza. Wysokie sufity i ogromne okna robią wrażenie. Niektóre pomieszczenia są puste. Gołe, obdrapane ściany, u których zbiegu leży kilka pierdół, jakiś materac, lustro lub artystyczne eksperymenty. Siedzę sobie w nich czasem, szkicuję albo przechadzam się po prostu, szukając wyższych idei. 
Inne pomieszczenia są bardziej umeblowane i przytulne. Dużo tekstyliów i drewna. Wielkie szafy do Narnii, potężne stylowe fotele i inne mniej lub bardziej praktyczne rzeczy zakupione na pchlim targu lub w komisie. 
Domem rządzą biel, szarość i drewno nadające wnętrzu surowości. Klimat dopełniają obrazy na ścianach (ale broń boże obrazy Lindy!) w wielkich ozdobnych ramach, lub nawet same, puste ramy, lub jakieś dziwne przedmioty po prostu przybite gwoździem do ściany i skandynawska prostota mieszana z secesyjnymi meblami. Ogólne wrażenie, że tych pokoi jest za dużo i część z nich jest zbędna. Lubię sobie czasem zabrać swoją skrzynkę z farbami, jakieś podobrazie i pędzle na piętro, do jednego z tych pustych. W środku tej wielkiej przestrzeni ustawić sztalugę i dzióbać sobie w ciszy, słuchając drapania włosia o płótno i echa każdego szmeru. Same w sobie ściany i sama w sobie Linda.

   Spytalibyście się - "Jak sama Linda może żyć w takim ogromnym domu?". Nie, Linda nie zupełnie mieszka sama. Oczywiście poza kotem mam na myśli przyjaciół Lindy, podróżnych i couchsurferów, dla których miejsca w "nawiedzonym domu" nie braknie, a drzwi zawsze są otwarte. Chyba, że Linda podróżuje, do Chin, Anglii lub Australii, lub gdziekolwiek indziej, wtedy dom staje się naprawdę nawiedzony. 
Ale Linda zawsze wraca.
Stare materace, fotele i te wszystkie pokoje nie są tylko dla ozdoby. Kominek, potężny stół w jadalni i miejsce na ognisko za domem mają w sobie coś jednoczącego wszystkich tych ludzi i wszystkie te ich historie z jakimi podróżują.

   Takie oto życie będzie wiodła Linda w lesie. Lesie iglastym. STARYM LESIE ŚWIERKOWYM. I nie koniecznie muszę uciekać do Szwecji by znaleźć swoją skandynawię. Znalazłam ją też w Polsce. 
W Tatrach.

Generalnie preferuję jaśniejsze pomieszczenia, ale to też ujdzie.




 Tak to będzie wyglądało.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz