środa, 9 października 2013


09.10.2012 r.

Droga Lindo,

 Dzisiaj jest 72. rocznica urodzin Johna Lennona. Ona nie czuła szczególności tego dnia.
Z przyzwyczajenia do jej małej własnej tradycji włożyła dziś na siebie swój stary czarny t-shirt z wytartym logiem zespołu The Beatles. Kupiła go mając lat trzynaście, a potem nosiła go prawie bez przerwy. Niby to tylko rzecz. Kiedy nosiła tę Rzecz, jej oczy świeciły szczerą radością, mózg pełny był ekscytacji, w uszach słychać Strawberry Fields, a serce kipiało z miłości. Teraz jej organy nie przeżywają żadnych takich, ani podobnych uczuć.
 Tylko się łudzi, że może dziś znów będą.
 Wychodząc z domu na autobus, w pośpiechu włożyła do kieszeni swojego płaszcza, słuchawki od telefonu i klucze. Skręciła w lewo, kierując się w stronę swojego przystanku autobusowego.
 Kwitły złote liście. Ona kocha jesień. Mgła zawieszona w powietrzu otulała cały ten jesienny poranek. Świat wydawał się jakby z marzeń sennych, miękki, rozmyty, wilgotny. Rudości i głębokie zielenie delikatnie rysują się na tle białego nieba. Ten widok kojarzył jej się z surrealistycznymi obrazami Jacka Yerki, który tak naprawdę nazywa się Kowalski i nie jest Rosjaninem. Co ciekawe, natknęła się na owego artystę kiedyś w zakątkach internetu pod hasłem Strawberry Fields. - Surrealizm to ja - ona często powtarzała po swoim mistrzu. Surrealizm był dookoła.
 Szary chodnik zaścielony był dziś, żółtym dywanem, specjalnie przygotowanym na jej wejście. Cicho stąpała niebiesko-brązowymi trzewikami. Lekkie powiewy wiatru sieją melodie jesieni. Miło świszczą w uszach w rytm wybijany upadającymi żołędziami na trawę. Suche liście szepczą tańcząc. Mgła dodaje odpowiedniej akustyki koncertowi, czysto eksponuje każdy dźwięk.
 Nie było słychać nic poza jej ulubioną niebiańską arią.
 Podłączyła słuchawki.
 Spojrzała na tapetę telefonu, na której widniało prawie nagie ciało wychudzonej modelki, potem zerknęła na odbicie swoich nóg w oknie sklepu, obok którego przechodziła.
 Potem włączyła folder muzyki i przez chwilę zastanowiła się nad wyborem utworu. Najpierw pomyślała o jakimś innym, jednak wybrała drugą opcję. Wybrała Woman Lennona. Piosenkę, którą zna na pamięć od lat, zna każdą nutę, każde słowo, każdą pauzę aż do znudzenia. Osłuchany już, swego czasu, hit byłego bitelsa wprawiał ją niegdyś w muzyczny orgazm. Musiała jej dziś posłuchać. Uważała to, w pewnym sensie, za akt oddania czci i pamięci geniuszowi artysty w tak ważny dzień. Wiedziała, że właściwie po gwizdek to zmarłej osobie, ale tak na prawdę chciała samej sobie pokazać, że pamięta jaki dziś dzień. To tradycja. 
 Mimo to łudziła się, że może jednak dziś znów zacznie odczuwać ten orgazm.
 Przesłuchała utwór do drugiej zwrotki. Coś pękło. Rozlewa się cierpkie rozczarowanie. Jej wnętrze przybrało rozhisteryzowany wyraz twarzy. Dezolacja odbija się echem o trzewia. Chciała ją wypuścić na wolność.

 Mogłaby, gdyby nie Granica.
[...]



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz