Czasami zimą

sobota, 3 sierpnia 2013


Czasami chodzę sama do kina. Niektórzy się dziwią i mówią że jestem odważna. Bo oni boją się sami lub po prostu nie lubią chodzić sami do kina. Ale ja chodzę tylko zimą, bo latem się boję.

W kinie pusto, bo to Tomi, ale ja lubię Tomi, bo jest tam pusto. I podoba mi się wystrój.
Lubię podchodzić do okienka, obsadzonego przez starą kobietę i mówić: "Poproszę jeden bilet na...". Czasami kobieta niedosłyszy, a ja muszę powtórzyć: "POPROSZĘ JEDEN BILET!".
To lubię jeszcze bardziej.
Odbieram bilet i nie kupuję popcornu.
W Tomi mają tylko jedna salę, a ja przychodzę na seanse bardzo późno po premierze, więc nie ma prawie nikogo.
Wchodzę na salę i nie zajmuję miejsca mi przypisanego, tylko siadam sobie tam gdzie jest daleko od tych kilku ludzi, ale znowu nie tak blisko ekranu.
Gasną światła. Tylko ja i kilku anonimowych.
Film się od razu zaczyna, bo nie ma reklam i zwiastunów. Tego nie lubię w Tomi.




Czasami chodzę wieczorem do lasu. Ale wychodzę tak tylko zimą, sama, wieczorami, o takiej godzinie, kiedy jest ciemno i zimno i idę tam, gdzie inni z miasta nie chodzą kiedy jest ciemno i zimno.
Kieruję się w stronę coraz rzadszego zabudowania.
Lubię ciszę lasu.
Nie, nie idę ścieżką. Idę po suchych zmarzniętych liściach, które trzeszczą lub po czystym śniegu, który skrzypi.
Słucham swoich kroków i wyszukuję między koronami drzew dzisiejszego kształtu księżyca.
Lubię wtedy mówić do siebie.
Czasami natykam się na postacie. Nie napisałam ludzie, bo właściwie widzę tylko czarne sylwetki postaci, których istnienia do końca nie jestem pewna.
Idą przez las, tak jak idę i ja.
Nie boję się. Nawet wtedy modlę się żeby wessało pelikana w turbiny.
Wiem, przecież nie lecę samolotem, ale to taka metafora.



2 komentarze: